MISJA: POP SESSION
Bracia Blues w PRL
Czwarta rano to w PRL-u była pora uczciwa.
O tej godzinie wstawali piekarze, kolejarze i ludzie, którzy mieli plan.
Andrzejek i Edziu mieli plan.
Dworzec jeszcze spał, ale oddychał ciężko, jak stary akordeon zostawiony w kącie.
Beton był wilgotny, neony mdłe, a megafon mówił rzeczy, których nikt już nie słuchał.
W takich miejscach i o takich porach zapadały decyzje, których później nie dało się odwołać.
Edziu poprawił okulary:
— Masz bilet?
Andrzejek odpowiedział spokojnie:
— Mam. Tani.
Edziu skinął głową:
— To dobrze. W PRL-u wszystko było tanie. Poza wolnością i gitarą.
[[Wsiadajcie do pociągu|Pociag]]Pociąg ruszył, jakby robił im przysługę.
Jechali w środku tygodnia, co samo w sobie było podejrzane.
W PRL-u podróżowało się albo służbowo, albo z przymusu.
Przyjemność nie figurowała na liście uzasadnionych powodów.
Kontroler pojawił się szybko.
Miał twarz człowieka, który widział już wszystko i nie chciał widzieć więcej.
— A dokąd to obywatele? — zapytał z urzędową ciekawością.
Edziu odpowiedział bez wahania:
— Na praktyki.
— Jakie praktyki?
Andrzejek zastanowił się chwilę:
— Życiowe.
Kontroler spojrzał, westchnął i ruszył dalej.
W PRL-u nikt nie chciał znać szczegółów, jeśli mógł ich nie znać.
[[Jedźcie dalej|Morze]]Nad morze dotarli nocą.
Było tak ciemno, że nawet księżyc wyglądał, jakby miał coś na sumieniu.
Amfiteatr leżał w dolince.
Koncert dopiero nabierał kształtów — jeszcze go nie było słychać, ale już było wiadomo, że będzie.
Najpierw trzeba było ogarnąć sprawy przyziemne.
Edziu niósł worek marynarski.
Stary, ciężki, wypchany wszystkim, co mogło się przydać, jeśli plan się posypie — albo jeśli się uda.
Szybko zrozumieli, że z takim balastem przez płot nie przejdą.
— Trzeba go zostawić — powiedział Edziu.
Andrzejek poprawił:
— Nie zostawić. Ukryć.
[[Szukajcie miejsca na worek|Worek]]Znaleźli miejsce otoczone drucianą siatką.
Wyglądało oficjalnie, a więc nikt nie zwracał na nie uwagi.
Andrzejek wspiął się na drzewo wysoko i pewnie, jakby robił to od zawsze.
Zawiesił worek tak, żeby nikt go nie zauważył.
Zeszli w dół, w stronę świateł amfiteatru.
[[Podejdźcie pod płot|Plot]]Na dole czekał już płot.
A za płotem — akcja.
Nie byli sami.
Było ich więcej — i nie był to przypadek.
Jeszcze wcześniej, w półcieniach zbocza, zapadła cicha umowa:
wszyscy ruszą naraz.
Frontem.
W dół.
Prosto na amfiteatr.
Ochroniarzy było mniej niż tych, którzy chcieli się przedostać.
A w PRL-u nawet porządek publiczny miał swoje granice wydolności.
[[Ruszajcie razem z tłumem|Szturm]]Ruszyli jednocześnie.
Nie było sygnału, gwizdka ani hasła.
Wystarczyła chwila wspólnego napięcia.
Ochrona przez moment udawała, że panuje nad sytuacją.
Rzeczywistość szybko to zweryfikowała — jak większość planów w PRL-u.
Był krzyk.
Ręce.
Łokcie.
Czyjeś buty.
I wtedy Andrzejek poczuł, że jego koszula przestała być kompletna.
— Edziu…
— Co?
— Nie mam guzików.
— To znaczy, że jesteśmy w środku.
Tłum ich połknął.
Muzyka zrobiła resztę.
[[Koncert|Koncert]]Koncert skończył się nad ranem.
Jak wszystko, co w PRL-u było naprawdę dobre.
Wyszli zmęczeni, rozgrzani i bardzo zadowoleni z siebie.
Dopiero wtedy przypomnieli sobie o worku.
[[Wróćcie po worek|Powrot]]Wracali ostrożnie.
I wtedy usłyszeli gwizdek.
— Obywatele! Co wy tu robicie o tej porze?!
Patrol stał pewnie, jakby pilnował porządku świata.
Dopiero po chwili okazało się, że miejsce było pomnikiem.
Czegoś.
Kogoś.
Najpewniej przyjaźni.
Torba wisiała na drzewie.
Pomnik patrzył.
Patrol czekał.
Edziu powiedział spokojnie:
— Spacerek.
Patrol burknął:
— Teren chroniony. Idźcie stąd.
[[Oddalcie się posłusznie|Manewr]]Poszli.
Dokładnie tak, jak należało.
Dopiero gdy patrol zniknął za zakrętem i przestał być częścią krajobrazu, zawrócili po worek.
PRL miał swoje zasady.
Ale czasem — zupełnie niespodziewanie — pozwalał wygrać.
[[Pole namiotowe|Namiot]]Na polu namiotowym miejsca już nie było.
Znajomi byli.
Namiot był.
Ale przestrzeń się skończyła.
— Śpimy tu — powiedział Edziu.
— Gdzie?
— W progu.
I tak spali.
W progu namiotu.
Do rana.
Bez guzików.
Z workiem.
Z historią, której nikt im już nie zabierze.
Bo w PRL-u, jeśli naprawdę chciałeś być na Pop Session —
to nawet Milicja Obywatelska musiała udawać, że to nie jej sprawa.
KONIEC
[[Zagraj jeszcze raz|Start]]